merida
Nawigacja
Wynurzenia na dziś

Trochę niusów.

wtorek, 8.maja.2012, 20:37

Długi weekend zajebiście. Taterki i pogoda jakiej dawno nie było. Z tego wszystkiego miałam taką zajawkę na wakacje, ze zaczęłam na poważnie oszczędzać. Mam już 2/3 potrzebnej sumy. Czuję się dumna jak paw, tym bardziej, że przechodząc dzisiaj przez GK zakupiłam tylko jedną koszulkę. Ale była tak totalnie w klimacie fototapet lat 90, że nie mogłam się oprzeć.


Głupi licencjat, w dalszym ciągu nie chce się sam napisać. Gdyby nie to, ze do piątku mam oddać drugi tom Millenium to pewnie rozdział by był. Ale przecież nie będę płacić kary za przetrzymanie książki w bibliotece, ani tym bardziej czekać w miesięcznej kolejce, żeby ją kiedyś doczytać!


Wspomniałam Taterki. Aż się zadziwiałam, że po zimie tak bezboleśnie poszło to pierwsze wejście. Warunki ciekawe, w krótkim rękawku, a zarazem śnieg do pasa. Krokusy były.  Może w czerwcu kolejna eskapada, jeśli tylko szczęśliwie napiszę te kilka stron i jak to szumnie mówią „obronię się”, co jak przypuszczam jest robieniem nas wszystkich w konia i jednym wielkim picem na wodę, bo na magisterkę wezmą wszystkich jak leci.


Załatwiłam z Haliną sprawy mieszkania, w czerwcu się wyprowadzam. Z jednej strony trzeba mieć nie po kolei w głowie, żeby opuszczam mieszkanie za 40 złotych miesięcznie, z drugiej – czas na zmiany. Mimo wszystko lubię to mieszkanie. Ale też męczy mnie strasznie, krypta jedna. Moje nowe lokum będzie przede wszystkim jasne, słoneczne i będzie mieć dużą szafę. Koniec z wieszaniem sześciu koszul na jednym wieszaku! I może jeśli przyszli współlokatorowie wyrażą chęć to wzięłabym kota ze schroniska. Wielkie plany, zobaczymy. Póki co moja matka ubzdurała sobie akademik „bo tanio” i o niczym innym nie chce słyszeć. Też opcja nie najgorsza, ale bądźmy rozsądni – jak w akademiku zmieścić moje buty? Ni chuja.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozumie, przyjdź do mnie.

poniedziałek, 16.kwietnia.2012, 22:45

Ludzie to są jednak france. W jak najbardziej przyjacielski sposób robią z człowieka debila. No, trudno. Nawet jeśli na co dzień mogę sobie pozwolić na rżnięcie głupa, bo tak jest mi wygodniej, to jest jeden warunek. To ja robię z siebie idiotę, nie ktoś ze mnie. Także, zapowiada się ciekawa dyskusja.


Z innej beczki. Oszczędzam! Co prawda cztery nowe pary butów wpadły, ale w ogólnym rozrachunku nie jest źle. Unikam sklepów i pomijając trzy sweterki, komplet bielizny, koszulkę, kurtkę, chustkę i czapkę to się trzymam. No i te buty. Nie moja wina, że rzucili taką korzystną promocję, a ja miałam akurat potworną ochotę na coś wysokiego, kolorowego i najlepiej totalnie niewygodnego.


Święta bez szału. Czytałam „niezbędne pozycje” do licencjatu. Napisałam wczoraj rozdział, za pomocą którego skutecznie się w środę ośmieszę.


Bym zapomniała! Zrobiłam Aerobiczną szóstkę Weidera! Efekt? Szału nie ma . Jakaś wielka metamorfoza nie zaszła, za to odbyłam ponad miesięczną gehennę. Opos słusznie zauważył, że jak ja mam mieć jakiekolwiek mięśnie, skoro nie mam ich z czego budować, bo jem tylko warzywa i słodycze? Słuszna uwaga, zastanawiam się nad włączeniem raz na tydzień jakiejś ryby w jadłospis. Trochę się przelękłam, kiedy wczoraj stanęłam na wadze, a tam 39,8 kg.  Jak dobra gęś wyścigowa.


Chcę wakacje ale to nic nowego, stały postulat od 1. 10 do 15.6. Wielkie mam plany na te wakacje i pogoda mi nie przeszkodzi! Gorszym wrogiem będą letnie wyprzedaże,  ale wierzę, że z bożą pomocą dam radę.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

I mnie dopadł kryzys.

poniedziałek, 26.marca.2012, 12:16

Po wielu latach względnego spokoju, kiedy myślałam, że już nic złego się nie wydarzy, obudziłam się ze zmasakrownaną twarzą. Jest to mój niezbity dowód na szkodliwość zmiany czasu z zimowego na letni.


Naoglądałam się krokusów w Tatrach i teraz mam jazdę, że trzeba to zobaczyć. Dobrze, że wszystko dzieje się w drugiej połowie kwietnia, może trochę mi się poszczęści finansowo. Moje oszczędzanie na wakacje wygląda w tym momencie tak, że nic nie posiadam. To znaczy, realnie nic, bo wirtualnie i w przyszłości to bardzo wiele. Muszę się trzymać z daleka od sklepów. I mam nadzieję, że nie będzie tej kurtki, którą planowałam kupić. Tym sposobem obejdę się zeszłoroczną i wreszcie coś zaoszczędzę. W sumie nawet dobrze by było, gdybym dzisiaj nie znalazła żadnej rzeczy, z tych, które chciałam kupić. Albo tylko czapeczkę. Styknie. Boże, do jakich wybiegów psychologicznych ja się muszę uciekać… Stoję przed niewesołą pespektywą. Albo wyłudzę zapomogę od uczelni albo będę musiała wziąć się do uczciwej roboty.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Kiedy w mózgu masz robaki

piątek, 16.marca.2012, 00:27


Ta kobieta jest popierdolona. Mniejsza o to, że cały dzień siedzę i odmrażam jej tę durną zamrażarkę, z której nawet raz nie korzystałam. Na fali wyrzucania jej produktów spożywczych sprzed lat natknęłam się na szafkę. Albo raczej wylęgarnie glist. Jak można trzymać w domu kaszę z 2005 roku?! Kurwa, teraz nawet spać nie mogę bo się tych robaków boję. Nie wiem co robić, czuję się osaczona. Muszę się tego pozbyć, ale nie wiem jak. Teraz mam wrażenie, że one są wszędzie. Rozglądam się po suficie, czy jakiś nie pełza, one tak potrafią, larwy cholerne. Na złość wszyscy wyjechali, nie ma się gdzie ewakuować. Nawet współlokatorka poszła. Może ona to widziała. Na litość boską, ona tam trzyma swoje jedzenie i pewnie nie wie co jest pod tymi workami dwie półki wyżej.
Jeszcze raz usłyszę, że kurwa odkurzacz był za długo nieopróżniany, tak jebnę to mieszanie, spakuję walizkę i fru. Boże jak tak można żyć? Przecież siedziała tu przez tydzień i miała czas na wyszukiwanie rzekomych dewastacji jakich dokonałam w tym mieszkaniu. A tego ZOO nie zauważyła?


To jest nienormalne, ta kobieta jest nienormalna.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Cyfryzacja mnie dosięgła

poniedziałek, 5.marca.2012, 13:25
Otwieram moje tygodniowe okno na świat. Jak zawsze od tyłu. A tu nie ma Jastruna. jest wielki łeb Magdy Gessler. Nie wiem co mam robić, tykam się tej gazety jak pies jeża. Czytać, wyrzucić, cholera wie.

I teraz zmuszono mnie do formy bloga. To taka ta cała rządowa cyfryzacja. Nie chciałam dobrowolnie to dawaj pod włos!
Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

300 znajomych na FB, a ja siedzę i czytam o Pawlaku.

poniedziałek, 27.lutego.2012, 12:09

Tak mnie to zastanawia, co to za idea posiadania ponad 1000 znajomych na fb? Osobiście uważam, że przy takiej ilości (zdrowo pojmowanych znajomych) to jest niemożliwe. Chyba, że nie robi się nic poza dbaniem o znajomości. I też się zastanawiam, co to za idea, żeby mieć prawie 300 znajomych i problem, bo nikogo na oficjalną imprezę. Nie ogarniam ludzi. Chociaż oni mogliby podobnie powiedzieć, bo przed chwilą, oprócz tego, że zarabiałam żerując na lenistwie maturzystów, to czytałam artykuł o Pawlaku. To też czynność, którą można by podciągnąć pod kategoria „żal”.


Pamiętam jeszcze czasy, kiedy byłam w gimnazjum, a tryumfy święciła fotka.pl. Też zapraszałam na lewo i prawo jakiś obcych ludzi, bo mieli ładne zdjęcia. Co ciekawe, rzadko kiedy odrzucali zaproszenia od takiej durnej nastolatki. Po cichu Bogu dziękuję, że wtedy nie trzeba było jeszcze się rozbierać przed komputerem ani robić tych kaczych dziubków. Dzięki temu, mądrzejsza,  wierzę, że jak przyszły pracodawca będzie mnie sprawdzał w sieci to znajdzie same mądrości, potwierdzające oficjalne zainteresowania z CV (jak wszyscy wiemy: nauka języków, muzyka, podróże). Cieszę się też, że w przypływie pijackiego amoku w wieku lat 15 skasowałam to haniebne konto. Do tej pory mam w uszach okrzyk Pauliny K. „Konto z 2000 komentarzy, ogłupiałaś?!”. W sumie racja, trzeba było je sprzedać czy coś.


Tak jak konto na Ogame. Ha, to była przygoda! A ja za darmo je oddałam. Po prostu kiedy wróciłam z wielkanocnego święcenia jajek 1)ściekła jak sto pięćdziesiąt na księża, o za długo święcił i mi całą flotę zezłomowali to stwierdziłam, sorry, za dużo.  To jeszcze nie były czasy internetu w telefonie, więc ustawianie życia pod flotę przerosło moje możliwości. Ale sojusz nadal uważam, że był piękny, z tradycjami, sukcesami, z całą historią.


Chyba bredzę, chyba po prostu nie chce mi się dalej męczyć z tymi prezentacjami maturalnymi. Głupie, bo głupie ale jakoś na wakacje trzeba zarobić, a na pewno bardziej dochodowe niż korepetycje, z których w dodatku rodzice maturzysty skrupulatnie rozliczają. Nie nauczy się tłumok na sprawdzian i masz po robocie.  I tak reforma niedługo zniweczy mi źródło dochodu. Uważa, że dzieci są z roku na rok coraz głupsze, a rząd chce to ogłupianie jeszcze przyspieszyć. Taka moja ocena reformy.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Oto jest dzień (spacza).

środa, 8.lutego.2012, 13:01

Pozamiatane, dziękuję. Po miesiącu wreszcie się wyśpię i zrealizuje całą tę listę rzeczy do zrobienia „po sesji”. Był Sajgon.


Zastanawiam się kiedy przestanę być takim frajerem. Z drugiej strony z dwóch opcji zawsze obstawiam tę mniej optymistyczną. W każdym razie mogłam była też dzisiaj iść pobalować, a nie nastawiać się na jakieś ascetyczne gadki-szmatki. Ściema jedna wielka.


Nadal się jaram ponad 10 minutowych komplementem na temat mojej (według mnie rzekomej) inteligencji, bystrości itd. Nawet zakiełkowała we mnie niebezpieczna myśl, że może nie jestem takich matołem za jakiego się uważam. I nadal zastanawiam się czy owa inteligencja nie jest tożsama z wysokością obcasów. Trudno powiedzieć.


Cieszę się na myśl, że przez dwie godziny podróży pociągiem będę mogła pospać. Nareszcie!

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

cztery lata kocham tego wariata <3

piątek, 13.stycznia.2012, 09:51

Cztery i pół roku już nam minęło. Myślę sobie, że pomimo wszelkich zawirowań, kryzysów i pojawiającego się czasem zniechęcania to było dobry czas. I naprawdę rozmawiając z tym gościem kilka lat temu na dworcu nie przypuszczałam jak się to skończy :) Ale bardzo się cieszę, że jest jak jest i mam nadzieję, że będzie jak najdłużej. Zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach, które mocno dały mi to myślenia. Może wpadnę teraz w trochę sielankowato – przesłodzony klimat ale rzadko zdarza się znaleźć kogoś, kto jest nie tylko dobrym chłopakiem ale też najlepszym przyjacielem.


Bardzo Ci Michasiu dziękuję za te lata i wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy!


(I tak, zdaje sobie sprawę z pozimomu mojego rymu w tytule :D)

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Smutno mi Boże

czwartek, 12.stycznia.2012, 14:25

„Smutno mi Boże”


„"Na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata"


Te romantyczne sentencje idealnie oddają stan mojego ducha. Może jeszcze „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?”.


 


Nie ogarniam, oni ode mnie wymagają 48 godzinnej doby. Mam milion rzeczy do zrobienia, nawet nie wiem za co się zabrać. A wszystko w imię idei wolnego lutego. Tak, prawie cały miesiąc spędzony na oglądaniu filmów, zamulaniu na głupich serwisach i czytaniu wszystkich książek o jakich teraz mogę pomarzyć. I tyle czasu wolnego! Arkadia.


 


A teraz cierpię. Kolejne niepowodzenie w rusyfikacji. Kurwa, uczyłam się tego, a i tak wszytko źle napisałam. Mam ogarnąć podręczniki, których nigdzie nie można dostać, bo nakłady już dawno wyczerpane, a książka nie tak stara żeby w antykwariatach szukać. Mam ogarnąć z 2000 stron dotyczących produkcji kalesonów w PRL. I mam ogarnąć wiek XX. Nienawidzę moich studiów, co za piekło. Było iść na jakąś resocjalizację czy bibliotekoznawstwo. Względnie trzeba było urodzić się z głową do cyferek i nakurwiać na AGH. Albo chociaż wybrać interesujący kierunek.


 


I jeszcze kurwy stypendium zmniejszyły, reformy się zachciało.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Co sobie myślę i postanawiam.

niedziela, 1.stycznia.2012, 20:27

I znów to nieuzasadnione niczym poczucie czegoś nowego. Myślę sobie, ze to był całkiem dobry rok. Poskilowałam w Tatrach (tak na serio, były Granaty, Świnica, Rysy i trasa Palenica – Kościelisko, czerwiec – będzie Kozi wreszcie), uzbierałam pokaźną kolekcję butów (nie dociągałam do stu par w tym roku), mam stypendium (pomimo reformy), wydawałam dużo więcej niż miałam do dyspozycji, zostałam blondynką (!), przewartościowałam znajomość z Michasiem, pracowałam bardzo ciężko (spełniłam zeszłoroczne postanowienie, że biorę się za angielski, to boli ale nakurwiam dwa razy w tygodniu do szkoły językowej) , nadal nie mam samochodu. Nadal mam wyrzuty sumienia z powodu szynszylaków. I pająk mi umarł ale to nie była moja wina. I Matka Boska, z którą byłam do ostatniego jej tchnienia. Pokazałam, że pomimo upływu lat mam nadal siano w głowie. Imprezy od października to pasmo dowodów na to, że człowiek mentalnie nie opuszcza zbyt szybko swojego gimnazjum. Wygrałam karton butów w konkursie fotograficznym, w którym zdjęcie zrobił zresztą Michaś :D, wygrałam kilka fejsbukowych konkursów. Nadal nie umiem pływać, nie wierzę, że kiedyś się nauczę. Ciągle mam skrajnie niepoprawną interpunkcję, czasem aż mi wstyd. Odbyłam ciekawe podróże, w tym też zagraniczne, a co! Łowię apostatów.


 


Myślałam nad jakimiś postanowieniami. Na początek robienie zakupów z głową. Później stuknęłam się w czoło. Teraz? Jak wyprzedaże się zaczęły? I tak nie potrafię oszczędzać, nie ma się co oszukiwać. Nie uzbieram na ten samochód, nie ma bata. Byłam blisko, z tropu zbiły mnie buty JC. Bywa :)


 


Ale będę słuchać mądrzejszej muzyki. To nie, że na wiele rozterek idealnie odpowiada mi ostatnia płyta Dody. Boże. (Co ja bym bez niej zrobiła?)


 


Będę się starać dalej z związku ze związkiem z Michasiem. Żeby ten kryzys nie poszedł na marne. Za dwa tygodnie będzie 4,5 roku razem.


 


Obronię się w czerwcu i będę mieć wreszcie święty spokój z tymi, jak nie patrzeć, chybionymi studiami. Ja i historia- Boże, widzisz i nie grzmisz.


 


Trzy sprawy stykną, nie ma co się rzucać.


 


 

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

xxx

niedziela, 25.grudnia.2011, 23:21
Pewnie mówilam to już setki razy ale...nienawidzę alkoholu. Czuję, że z wzajemnością. Nadal próbuję poskładać co ja mówiłam, o co mi chodziło.
Nadal zresztą zastanawiam się o co mi chodzi.
Nie rozumiem. Czasem myślę, sobie ok, w porządku. Tak jak na to patrzę. Za chwilę się odwracam i jest wielkie zdziwienie, że tak a nie inaczej. Widząc taką niestabilność, szarpanie się. Nie wiem, nie wiem, czas zweryfikuje.

Wigilia, święta. Jak zawsze niezadowolonych jest kilku i jest mi nawet głupio z tego powodu. Ale nie dam rady ogarnąćwszystkiego. Albo i dam, trudno mi to powiedzieć.
Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Stare piosenki

środa, 21.grudnia.2011, 10:09

Aż z tego wszystkiego zapomniałam, ze człowiek zawsze powinien spodziewać się najgorszego.


No, zobaczymy.


Bo mówić można prawie wszystko, tym bardziej jeśli robi się to ze świadomością, że to tylko zabieg kosmetyczny.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

poniedziałek, 12.grudnia.2011, 10:48

Czasem trzeba naprawdę mocno dostać po głowie, żeby otrząsnąć się z własnej głupoty. Siedzę sobie i myślę- zawsze powtarzałam, że baby są durne. I fakt, okazałam się durna jak sto pięćdziesiąt.


Dobrze się stało, naprawdę. Tydzień przemyśleń, postanowień i takich tam. Wszystko poszło w diabły w jednej chwili kiedy człowiek zrozumiał o co rzecz idzie i co może stracić.


To wszystko było potrzebne. Czasem chyba tylko w ten sposób można docenić to, co jest najważniejsze w życiu.


 


Michaś!

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Miłosz do piżamy.

niedziela, 4.grudnia.2011, 20:20

Prezenty w miarę trafione. To znaczy z koszulą trochę się przeliczyłam, widziałam ją jako ewentualną piżamę ale ponieważ się rozstaliśmy to raczej nic z tego nie będzie. Natomiast Miłosz jest zawsze dobry.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Nie za bardzo inne od reszty.

niedziela, 27.listopada.2011, 22:27

@ Do Ajem: Weźże upublicznij tego bloga, bo w tym natłoku nudy i głupoty zdecydowanie się wyróżniał i lubiłam go czytać.


 


Pod wpływem lektury Wiśniewskiego zaczęłam dumać o tym jak to wszystko się ułoży. Momentami zastanawiam się na jakiej zasadzie ten autor daje sobie prawo do ironizowania z P. Coelho. Będąc optymistką za prezentami się dzisiaj rozejrzałam.


(Michaś się nie odzywa, znaczy pijany pewnie i cholera wie, gdzie go nosi).


Z tego wszystkiego, ze strachu przed śniegiem i własnym nieróbstwem poimprezowałam w ten weekend. Póki co zaawansowany wstręt do wódki. Odnowienie mentalności gimnazjalisty. Wiedziałam, że takie rzeczy siedzą w człowieku do końca. Będę mieć siedemdziesiąt lat i dalej taką samą głupotę w głowie. 3500 złotych mandatów, nie wiem kto to będzie płacił.


Zapowiada się miły początek świąt w pruskim Wrocławiu. Zawsze chciałam zobaczyć żywego pingwina, więc się cieszę.


W dalszym ciągu robią z nas debili, decyzje o stypendiach są. Jak podejrzewałam, zapewnienia minister (mniej osób, więcej pieniędzy) to bajka. Mniej osób, mniej pieniędzy. W dodatku przelewów jak nie było tak nie ma. W tym momencie przydałoby się i to szybko. Metaliczny sweterek okazał się silniejszy niż zdrowy rozsądek. Nie wspominam nawet o tym czarnym, puchatym cudzie, który mam ochotę ciągle głaskać. W końcu jakoś muszę uzupełnić brak szynszylaków.


Nie powinnam była czytać tej durnej książki. Rzeczy proste i oczywiste zamienia w quazi-życiowe dylematy z pogranicza filozofii, etyki i biologii. Słowem, miesza w głowach, a wszystko w ramach zdrowo pojętego feminizmu. Już Danuta ostatnio chciała się popisać i średnio to wszystko wyszło.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Linki
Tagi
Kiedyś