merida
Nawigacja
Wynurzenia na dziś

cztery lata kocham tego wariata <3

piątek, 13.stycznia.2012, 09:51

Cztery i pół roku już nam minęło. Myślę sobie, że pomimo wszelkich zawirowań, kryzysów i pojawiającego się czasem zniechęcania to było dobry czas. I naprawdę rozmawiając z tym gościem kilka lat temu na dworcu nie przypuszczałam jak się to skończy :) Ale bardzo się cieszę, że jest jak jest i mam nadzieję, że będzie jak najdłużej. Zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach, które mocno dały mi to myślenia. Może wpadnę teraz w trochę sielankowato – przesłodzony klimat ale rzadko zdarza się znaleźć kogoś, kto jest nie tylko dobrym chłopakiem ale też najlepszym przyjacielem.


Bardzo Ci Michasiu dziękuję za te lata i wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy!


(I tak, zdaje sobie sprawę z pozimomu mojego rymu w tytule :D)

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Smutno mi Boże

czwartek, 12.stycznia.2012, 14:25

„Smutno mi Boże”


„"Na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata"


Te romantyczne sentencje idealnie oddają stan mojego ducha. Może jeszcze „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?”.


 


Nie ogarniam, oni ode mnie wymagają 48 godzinnej doby. Mam milion rzeczy do zrobienia, nawet nie wiem za co się zabrać. A wszystko w imię idei wolnego lutego. Tak, prawie cały miesiąc spędzony na oglądaniu filmów, zamulaniu na głupich serwisach i czytaniu wszystkich książek o jakich teraz mogę pomarzyć. I tyle czasu wolnego! Arkadia.


 


A teraz cierpię. Kolejne niepowodzenie w rusyfikacji. Kurwa, uczyłam się tego, a i tak wszytko źle napisałam. Mam ogarnąć podręczniki, których nigdzie nie można dostać, bo nakłady już dawno wyczerpane, a książka nie tak stara żeby w antykwariatach szukać. Mam ogarnąć z 2000 stron dotyczących produkcji kalesonów w PRL. I mam ogarnąć wiek XX. Nienawidzę moich studiów, co za piekło. Było iść na jakąś resocjalizację czy bibliotekoznawstwo. Względnie trzeba było urodzić się z głową do cyferek i nakurwiać na AGH. Albo chociaż wybrać interesujący kierunek.


 


I jeszcze kurwy stypendium zmniejszyły, reformy się zachciało.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Co sobie myślę i postanawiam.

niedziela, 1.stycznia.2012, 20:27

I znów to nieuzasadnione niczym poczucie czegoś nowego. Myślę sobie, ze to był całkiem dobry rok. Poskilowałam w Tatrach (tak na serio, były Granaty, Świnica, Rysy i trasa Palenica – Kościelisko, czerwiec – będzie Kozi wreszcie), uzbierałam pokaźną kolekcję butów (nie dociągałam do stu par w tym roku), mam stypendium (pomimo reformy), wydawałam dużo więcej niż miałam do dyspozycji, zostałam blondynką (!), przewartościowałam znajomość z Michasiem, pracowałam bardzo ciężko (spełniłam zeszłoroczne postanowienie, że biorę się za angielski, to boli ale nakurwiam dwa razy w tygodniu do szkoły językowej) , nadal nie mam samochodu. Nadal mam wyrzuty sumienia z powodu szynszylaków. I pająk mi umarł ale to nie była moja wina. I Matka Boska, z którą byłam do ostatniego jej tchnienia. Pokazałam, że pomimo upływu lat mam nadal siano w głowie. Imprezy od października to pasmo dowodów na to, że człowiek mentalnie nie opuszcza zbyt szybko swojego gimnazjum. Wygrałam karton butów w konkursie fotograficznym, w którym zdjęcie zrobił zresztą Michaś :D, wygrałam kilka fejsbukowych konkursów. Nadal nie umiem pływać, nie wierzę, że kiedyś się nauczę. Ciągle mam skrajnie niepoprawną interpunkcję, czasem aż mi wstyd. Odbyłam ciekawe podróże, w tym też zagraniczne, a co! Łowię apostatów.


 


Myślałam nad jakimiś postanowieniami. Na początek robienie zakupów z głową. Później stuknęłam się w czoło. Teraz? Jak wyprzedaże się zaczęły? I tak nie potrafię oszczędzać, nie ma się co oszukiwać. Nie uzbieram na ten samochód, nie ma bata. Byłam blisko, z tropu zbiły mnie buty JC. Bywa :)


 


Ale będę słuchać mądrzejszej muzyki. To nie, że na wiele rozterek idealnie odpowiada mi ostatnia płyta Dody. Boże. (Co ja bym bez niej zrobiła?)


 


Będę się starać dalej z związku ze związkiem z Michasiem. Żeby ten kryzys nie poszedł na marne. Za dwa tygodnie będzie 4,5 roku razem.


 


Obronię się w czerwcu i będę mieć wreszcie święty spokój z tymi, jak nie patrzeć, chybionymi studiami. Ja i historia- Boże, widzisz i nie grzmisz.


 


Trzy sprawy stykną, nie ma co się rzucać.


 


 

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

xxx

niedziela, 25.grudnia.2011, 23:21
Pewnie mówilam to już setki razy ale...nienawidzę alkoholu. Czuję, że z wzajemnością. Nadal próbuję poskładać co ja mówiłam, o co mi chodziło.
Nadal zresztą zastanawiam się o co mi chodzi.
Nie rozumiem. Czasem myślę, sobie ok, w porządku. Tak jak na to patrzę. Za chwilę się odwracam i jest wielkie zdziwienie, że tak a nie inaczej. Widząc taką niestabilność, szarpanie się. Nie wiem, nie wiem, czas zweryfikuje.

Wigilia, święta. Jak zawsze niezadowolonych jest kilku i jest mi nawet głupio z tego powodu. Ale nie dam rady ogarnąćwszystkiego. Albo i dam, trudno mi to powiedzieć.
Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Stare piosenki

środa, 21.grudnia.2011, 10:09

Aż z tego wszystkiego zapomniałam, ze człowiek zawsze powinien spodziewać się najgorszego.


No, zobaczymy.


Bo mówić można prawie wszystko, tym bardziej jeśli robi się to ze świadomością, że to tylko zabieg kosmetyczny.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

poniedziałek, 12.grudnia.2011, 10:48

Czasem trzeba naprawdę mocno dostać po głowie, żeby otrząsnąć się z własnej głupoty. Siedzę sobie i myślę- zawsze powtarzałam, że baby są durne. I fakt, okazałam się durna jak sto pięćdziesiąt.


Dobrze się stało, naprawdę. Tydzień przemyśleń, postanowień i takich tam. Wszystko poszło w diabły w jednej chwili kiedy człowiek zrozumiał o co rzecz idzie i co może stracić.


To wszystko było potrzebne. Czasem chyba tylko w ten sposób można docenić to, co jest najważniejsze w życiu.


 


Michaś!

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Miłosz do piżamy.

niedziela, 4.grudnia.2011, 20:20

Prezenty w miarę trafione. To znaczy z koszulą trochę się przeliczyłam, widziałam ją jako ewentualną piżamę ale ponieważ się rozstaliśmy to raczej nic z tego nie będzie. Natomiast Miłosz jest zawsze dobry.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Nie za bardzo inne od reszty.

niedziela, 27.listopada.2011, 22:27

@ Do Ajem: Weźże upublicznij tego bloga, bo w tym natłoku nudy i głupoty zdecydowanie się wyróżniał i lubiłam go czytać.


 


Pod wpływem lektury Wiśniewskiego zaczęłam dumać o tym jak to wszystko się ułoży. Momentami zastanawiam się na jakiej zasadzie ten autor daje sobie prawo do ironizowania z P. Coelho. Będąc optymistką za prezentami się dzisiaj rozejrzałam.


(Michaś się nie odzywa, znaczy pijany pewnie i cholera wie, gdzie go nosi).


Z tego wszystkiego, ze strachu przed śniegiem i własnym nieróbstwem poimprezowałam w ten weekend. Póki co zaawansowany wstręt do wódki. Odnowienie mentalności gimnazjalisty. Wiedziałam, że takie rzeczy siedzą w człowieku do końca. Będę mieć siedemdziesiąt lat i dalej taką samą głupotę w głowie. 3500 złotych mandatów, nie wiem kto to będzie płacił.


Zapowiada się miły początek świąt w pruskim Wrocławiu. Zawsze chciałam zobaczyć żywego pingwina, więc się cieszę.


W dalszym ciągu robią z nas debili, decyzje o stypendiach są. Jak podejrzewałam, zapewnienia minister (mniej osób, więcej pieniędzy) to bajka. Mniej osób, mniej pieniędzy. W dodatku przelewów jak nie było tak nie ma. W tym momencie przydałoby się i to szybko. Metaliczny sweterek okazał się silniejszy niż zdrowy rozsądek. Nie wspominam nawet o tym czarnym, puchatym cudzie, który mam ochotę ciągle głaskać. W końcu jakoś muszę uzupełnić brak szynszylaków.


Nie powinnam była czytać tej durnej książki. Rzeczy proste i oczywiste zamienia w quazi-życiowe dylematy z pogranicza filozofii, etyki i biologii. Słowem, miesza w głowach, a wszystko w ramach zdrowo pojętego feminizmu. Już Danuta ostatnio chciała się popisać i średnio to wszystko wyszło.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Historyczny suchar taki, że aż mnie telepie.

piątek, 18.listopada.2011, 11:01

Z tej żałości wczorajszej siadłam i napisałam prawie cały pierwszy rozdział. Zorientowawszy się co zrobiłam, popadłam w samozachwyt nad sobą.


W celu rozerwania się po ciężkiej pracy uderzyłam na „imprezę wydziałową”. Pierwszy raz dostałam tego reklamowanego szumnie darmowego drinka, który w zasadzie był raczej Spritem z lodem. Ale darowanemu, itd. Refleksja imprezy – trzeba było zostać w domu i iść spać. Suchar, suchar, suchar. Starczy powiedzieć, że organizatorzy wyszli pierwsi.


No to poszliśmy w poszukiwaniu rozrywki. Efektem było znalezienie się w jakimś techno-jebnym clubie. Oczywiście napatoczył mi się jakiś debil, a jakże. Człowiek miał takie ruchy, że gdyby nie patrzył na mnie ciągle, wyjęłabym telefon i kręciła film, ot żeby mieć na smutniejsze dni. A wiecie co zrobił w pewnym momencie? Stanął z boku, wygiął twarz w dziwny grymas znany szerzej jako „ale ciii z zaskoczenia” i strzelił sobie sweet focię. Postanowiłam opuścić to miejsce. Ale było ich tam więcej. Ich, to jest telepaczy. Nadal zastanawiam się jakich mięśni trzeba użyć by wywołać takie drgawki i tak śmiesznie podskakiwać jednocześnie trzęsąc klatką piersiową. Przedstawienie pierwsza klasa. (Powinni te wszystkie programy o tańcu zdjąć z anteny, naprawdę).


A teraz spróbuję posprzątać pokój, Opos przyjeżdża. I dopiszę ten rozdział.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

idźcie ode mnie komuniści.

czwartek, 17.listopada.2011, 14:14

Przez dwadzieścia jeden lat mojego życia stwierdzam, że nie ma niczego cenniejszego niż święty spokój.


Zjebka z rana, że co ja robię z pieniędzmi, że już nic nie mam, a X to jeszcze tyle, a tyle. Dobra, tylko ja miałam zasoby mniejsze o połowę. Pewnie, po co sprawdzać takie rzeczy.


I tym sposobem przyjdzie mi egzystować za niecałe 4 złote dziennie i z wydzielonymi z góry zasobami. Boże, widzisz, a nie grzmisz. Kartki sobie zawczasu porysuję, pewnie w najbliższym czasie będą przydatne. Centralne planowanie, zajebisty dodatek do mojego i tak już mocno peerelowskiego mieszkania.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Żywym trupom pewnie też jest zimno.

wtorek, 15.listopada.2011, 17:59

To zimno, to ja nie wiem za jakie grzechy. Czekając na autobus wyobrażałam sobie jak przerąbane mają żule. Z tego wszystkiego, z tej litości pomieszanej z empatią postanowiłam rzucić któremuś grosza ale nie teraz. Teraz mam 1,27 w kieszeni i 0,36 na koncie. Na dobrą sprawę większość żuli w tym momencie dysponuje większym kapitałem niż ja. Nieważne.


Moja niewidzialna współlokatorka znów znikła. Jakkolwiek dziwne by się to zdawało być, mieszkanie samemu jest do kitu. Przychodzisz i żywej duszy nie ma. Pomyślałam nad nabyciem kota, wycieczką do schroniska i takie tam, po czym uświadomiłam sobie mój problem finansowy opisany wyżej. Cholera, nawet bym nie miała za co tego kota nakarmić, nie mówiąc o bajerach typu żwirek czy obróżka. Zresztą, przecież niedawno pozbyłam się szynszylaków.


 


Dobra, nie trwonię już cennego czasu, który mam przeznaczyć na kolejny tom „Żywych trupów”. Tak, tak było już w 2006 roku, nadal się jaram.


 

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Odespałam więc się wypowiem.

sobota, 12.listopada.2011, 12:23

Postanowiłam odnowić stare znajomości z liceum i udało mi się to bardzo dobrym efektem. To znaczy był jak to teraz młodzież mówi „melanż opór”. Ciekawe czy chociaż raz w moim życiu nie będę piła na pusty żołądek i zagryzała ciastem? Cholera skąd w ogóle ja dorwałam ciasto w piwnicy akademika? To się chyba nazywa talent.


W każdym razie meritum tej notki jest fakt, że postanowiłam zobaczyć czy jeszcze potrafię wyrwać jakiegoś faceta. I nie mówię tutaj o jakimś niewyżytym cieciu, który się nawinie ale o wybranym celu. Zajęło mi to jakieś 1,5 minuty. To znaczy zagadałam i stykło, bo jak się okazało męska część towarzystwa zrobiła zakłady któremu uda się wyrwać (miejsce na wybuch śmiechu) „tamtą ostrą blondynę”. Mój boże, jaki żal. Pewnie, że w jakiś prymitywny sposób podnosi to człowiekowi ego ale...dobra daruję sobie tyradę na temat szowinistycznych, wstrętnych itd. W takich sytuacjach naprawdę doceniam Oposa i jego wrodzoną dobroć oraz poczucie moralności. Serio. W każdym razie, kolega był miły ale rano jak wytrzeźwiał okazał się burakiem. W sumie norma, ja pewnie nie zrobiłam lepszego wrażenia. I chrapał jak stado niedźwiedzi.


Rano rozkmina – gdzie ja jestem? Ale ułożyłam wszystko w logiczną całość i wróciłam do mieszkania.


11 listopada cały Kraków chyba postanowił iść do kina. Lekcja wyniesiona z filmu – jak już uświadomię sobie prawdziwą miłość to trześnie mnie ciężarówka i będzie to swego rodzaju kara za to, że zwlekałam pół życia. Warto wiedzieć.


Czego jeszcze dowiedziałam się w ten weekend? Mówią, że facet nie pies na kości nie poleci. Guzik prawda. Panda eyes nadal są w cenie. Naturalność i kobiece kształty można sobie wsadzić (głęboko do szafy na lepsze czasy).


 


Biorę się do pracy, niestety wszystkie czaso-zjadacze na dzisiaj ogarnięte.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Staram się nie bardzo dołować tym, że jest długi weekend. Wyjaśnię. (Oposa roboczo nazwę moim chłopakiem, żeby było dramatyczniej).


A więc, mój chłopak imprezuje sobie, natomiast ja piszę rozdział pracy. Próbuję jakoś wytłumaczyć sobie, że trzeba to zrobić i dobrze, że do mnie nie przyjechał. Nie mniej saldo jest takie, że on chleje wódę z kumplami, a ja siedzę w pustym mieszkaniu i nakurwiam Bieniaki. Moje życie jest żałosne. No dobra, idę dzisiaj na akademiki chyba, jeszcze nie wiem. Ale to się nie liczy bo i tak nie mam na alkohol albowiem z tej całej żałości znów wpadłam w bankructwo i długi (każde wytłumaczenie jest dobre). Ciekawe na jakie potępienie ze strony fanów zasługuje zakup koszulki Ramonsów kiedy się nie zna nawet dwóch kawałków. Logo mi się podobało. O sztucznym lisie nie powinnam nawet mówić głośno, choć jego przenikliwe, plastikowe oczy wyzierają mi zza ramienia.


Dobra nie ma zmiłuj się, otwieram tę książki, obiecałam sobie do jutra wieczora (a o 16 jestem umówiona, więc wieczora nie będzie do dyspozycji) zrobić komplet fiszek, więc jest nad czym siedzieć.


 


Boże daj mi już to stypendium! Przecież zasłużyłam! Chociaż może daj mi też siłę do pisania. Wiedziałam, że trzeba było iść na pielgrzymkę do Częstochowy w tej intencji. A tak w ¾ drogi zawróciłam i diabli wzięli moje pobożne życzenia, chęci nie ma. Muszę dokończyć mój czyn pokutny, znaleźć ten lasek, gdzie zwątpiłam i iść na tą Jasną Górę. Niestety, innego sposobu na napisanie tego licencjatu nie widzę. Słyszałam też, że na Wawelu jest jakaś czakra mocy, nie zaszkodzi sprawdzić. Poczytam o tym i pójdę w niedzielę.


 


Z innej beczki, zastanawiam się co kieruje ludźmi na fb. Dlaczego oni oglądają filmiki o wyciskaniu największego pryszcza na świecie? Widząc takie linki na ich tablicach myślę sobie, że może nie jest ze mną jeszcze najgorzej . Porąbani.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

By nie pisać pracy, ciąg dalszy

piątek, 4.listopada.2011, 10:16
W ramach kminienia co jeszcze mogę zrobić, żeby nie zaczynać pisać pracy.
*nauczę się robić szpagat
*zrobię porządek w szafie i wystawię na Allegro wszystkie nieużywane ciuchy (ha, dwa tygodnie wyjęte z życia)
*odnowie stare znajmości, o ile ci ludzie teraz nie siedzą w bibliotekach w związku  z pisaniem prac
*będę na bieżąco z Kwejkiem, 9gagiem, Pudlem
*będę polować na okazyjny karnet na siłownię na Grouponie
*przyłożę się do niemieckiego i rosyjskiego
*nadal obsesyjnie będę rozplanowywać jak wydać moje stypendium, którego jeszcze nie dostałam
Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Matka Boska odeszła.

wtorek, 1.listopada.2011, 19:15

Po pięciu latach w dzień Wszystkich Świętych odeszła Matka Boska. Nasz kot. Była dobrym kotem, łownym. Sześć szczurów w tym roku. Stosik myszy. Nornice. A zabił ją kret. Pewnie jakaś trutka.


Biedny kot dokończył żywota tuż przed tym jak miałam jechać do Krakowa. Także spędziłam z nim ostatnie godziny jego kociego życia. Myślę, że i tak niedługo odrodzi się w jakiejś nowej odsłonie. Jak to koty. Możecie sobie mówić różne rzeczy ale kot ma naprawdę więcej niż jedno życie.


Biedny kot, szkoda mi go.

Marcel
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
Linki
Tagi
Kiedyś